wtorek, 31 stycznia 2012

"Kredens pełen życia" Alexander McCall Smith

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Oprawa: miękka
Ilość stron: 180
Moja ocena: 5/6

Alexander McCall Smith to pisarz i prawnik pochodzenia szkockiego ale urodzony w Zimbabwe. Stąd zapewne tematyka i miejsce, gdzie rozgrywa się akcja serii jego opowieści o mmie Ramotswe, to właśnie Afryka, a konkretnie Botswana. "Kredens pełen życia" to kolejna z serii powieści, których główną bohaterka jest botswańska pani detektyw oraz jej przyjaciele. Bardzo żałuję, iż sięgając po tę pozycję, nie wiedziałam o tym, że biorę do reki kolejną książkę o mmie Ramotswe i będę śledzić jej losy nie od początku. Ale i tak lektura zrobiła na mnie duże i pozytywne wrażenie. To bardzo ciepła, pełna humoru i ciekawych refleksji historia kilku miesięcy z życia mmy Ramotswe, właścicielki malutkiej, dwuosobowej agencji detektywistycznej dla kobiet. Energiczna pani detektyw właśnie została narzeczoną mniej energicznego, ale za to o gołębim sercu, właściciela warsztatu mechanicznego - pana Matekoniego. Czas płynie, a narzeczony nie wspomina o ślubie, gdyż po pierwsze głowę zaprzątną mu spędzające sen z powiek problemy, a po drugie, nie należy do mężczyzn zbyt zdecydowanych... Jak potoczą się losy mmy Ramotswe i najlepszego mechanika w Botswanie? Kto i jakie sprawy weźmie w swoje ręce i pomoże im przybrać właściwy obrót?
    Barwne postaci z otoczenia głównej bohaterki, malowniczy świat mieszkańców południowoafrykańskiego państewka, o którym dotychczas miałam tylko mgliste pojęcie, wreszcie świetna, momentami zabawna , a momentami skłaniająca do przemyśleń, narracja - to główne atuty powieści McCalla Smitha. Czytelnik "Kredensu pełnego życia" wkracza wraz z bohaterką w zupełnie inny świat, w świat kobiecej, przekazywanej od pokoleń logiki i mądrości, a także w świat tradycyjnych wartości  tak odległego zakątka, jakim jest Botswana. A oto jedna z refleksji mmy Ramotswe podczas pierwszej wizyty u mmy Seeonyana: "Dom nie był duży - dwa maleńkie pokoje (...) ale podwórko było porządnie zamiecione, z kolistymi śladami po szerokiej miotle. Dobry znak: zaniedbane podwórze zwiastuje kobietę, której nie zależy już na przestrzeganiu tradycyjnych botswańskich wartości, a z doświadczenia mmy Ramotswe wynikało, że tacy ludzie z reguły są nieżyczliwi i niegodni zaufania. W ich duszach nie ma botho, które to słowo znaczy tyle co szacunek albo dobre wychowanie."(s.99)
    Dla tych, którzy chcieliby prześledzić losy botswańskiej pani detektyw od początku, podaję listę książek z tej serii wydanych w polskim przekładzie:
1. Kobieca agencja detektywistyczna nr 1.
2. Mma Ramotswe i łzy żyrafy.
3. Moralność dla pięknych dziewcząt.
4. Męska szkoła maszynopisania "Kalahari".
W sumie 5 z 13 napisanych przez autora. Pozostaje czekać na kolejne przekłady, a tymczasem   polecam lekturę opowieści o mmie Ramotswe i sama sięgnę po pozostałe jej części, tym razem, mam nadzieję, w odpowiedniej kolejności :)

niedziela, 29 stycznia 2012

"Oplątani Mazurami" Katarzyna Enerlich

Wydawnictwo: MG
Oprawa: miękka
Ilość stron: 125
Moja ocena: 4/6


Książka pani Katarzyny Enerlich to zbiór 18 króciutkich opowiadań, a raczej obrazków z życia ludzi, w taki czy inny sposób związanych z mazurską ziemią.Są one efektem pracy reporterskiej autorki oraz jej współpracy z mrągowskimi regionalistami. Zanim przybrały formę osobnej pozycji wydawniczej, były publikowane w pismach "Bluszcz" oraz "Natura i Ty", a także czytane przez panią Katarzynę na antenie Radia Planeta. Znajdziemy w nich głównie echo minionych, lepszych czasów skonfrontowanych przez autorkę z dzisiejszą erą daleko rozwiniętej technologii. Świat współczesnej cywilizacji, pogoni za karierą i wiecznego braku czasu przeciwstawiony zostaje leniwej, spokojnej egzystencji prostych ludzi z mazurskich wsi i miasteczek.  Opowiadania Katarzyny Enerlich to rodzaj sentymentalnej podróży, w czasie której czytelnik znajdzie na pewno moment i na refleksję, i na wzruszenie, niektóre historie bowiem mogą chwycić za serce lub potrącić czułe struny wspomnień z dzieciństwa, przywołać w pamięci na przykład chwile spędzane u dziadków na wsi, niekoniecznie mazurskiej. Znajdziemy tu także dyskretnie wpleciony rys historyczny, który pozwala spojrzeć z innej perspektywy na Mazury, postrzegane przez większość z nas jedynie jako krainę pięknych jezior, obszar rekreacyjno  - wypoczynkowy. Na koniec refleksja, którą autorka kończy ostatnią opowieść : "W tym świecie bez telewizora i szumu cywilizacji powróciła do mnie naturalna chęć obcowania i pisania o tym, co najzwyklejsze; czego nie da się kupić za pieniądze... Dziś mogę dokonywać pewnych wyborów, a jednak im więcej mogę mieć, tym mniej mi potrzeba"

niedziela, 22 stycznia 2012

Sebastien Ortiz "Panna Samotne Serce"

Wydawnictwo: Muza SA
Oprawa: miękka
Ilość stron: 155
Moja ocena: 4/6

Do napisania tej powieści zainspirował Sebastiena Ortiza film Alfreda Hitchcocka "Okno na podwórze". A konkretnie jedna z drugoplanowych, a może nawet epizodycznych postaci, grana w filmie przez Judith Evelyn - Miss Lonely Heart. Ta właśnie postać, której reżyser poświęcił w filmie zaledwie 7 minut, zaintrygowała i wzruszyła pisarza do tego stopnie, że postanowił napisać o niej książkę. Akcja zarówno filmu , jak i powieści Ortiza, rozgrywa się w Nowym Jorku, w dzielnicy Green Village w latach 50-tych XX wieku. Z ta różnicą, że w filmie Hitchcocka główne skrzypce gra fotograf, który przykuty na jakiś czas do wózka inwalidzkiego, zabija czas podglądaniem sąsiadów i przez przypadek odkrywa zbrodnię, zaś powieść "Panna Samotne Serce" to studium psychologiczne poświęcone w całości tytułowej bohaterce. Inne postaci i zdarzenia związane z morderstwem stanowią tylko tło dla pokazania kilku decydujących dni życia samotnej kobiety. Narratorem jest tajemniczy, nierzeczywisty obserwator, którego "punkt widokowy" znajduje się na "czwartej ścianie" podwórza. Jest on narratorem wszechwiedzącym, który zna nie tylko myśli i uczucia bohaterki, ale także fakty z jej przeszłości.Jego stosunek do bohaterki nie pozbawiony jest emocji i jakiejś dziwnej, nieokreślonej więzi.
Opowieść o Pannie Samotne Serce ukazuje rozpaczliwą potrzebę bliskości drugiego człowieka, której to potrzebie podporządkowane są wszystkie myśli i działania bohaterki. Pokazuje także, jak łatwo wpaść w błędne koło swoich kompleksów, lęków i niewiary w siebie. Panna Samotne Serce pogrąża się bowiem w marazmie, zamyka w czterech ścianach swojego mieszkania, w przekonaniu, że żaden mężczyzna nie zainteresuje się jej osobą. A przecież dzieląc czas wyłącznie miedzy pracę i dom, nie daje sobie szansy na to , by poznać kogokolwiek. Kiedy w końcu zdobywa się na odwagę i pewnego piątkowego wieczoru wychodzi do pobliskiego baru... Resztę historii zostawiam tym, którzy sięgną po tę pozycję zaintrygowani losem Miss Lonely Heart wykreowanym przez Sebastiena Ortiza. Powieść czyta się szybko, nietypowa  narracja jest na pewno jej atutem, a los bohaterki skłania do refleksji. Książka warta uwagi,nie tylko dla miłośników twórczości Hitchcocka. 

środa, 18 stycznia 2012

"Lucy Crown" Irwin Shaw



Wydawnictwo: Książnica
Oprawa: miękka, wydanie kieszonkowe
Ilość stron: 342
Moja ocena: 4/6

Mówiąc szczerze, mam bardzo mieszane uczucia po lekturze tej powieści. Początkowe rozdziały wywołały we mnie zniechęcenie i myśl, ze oto wpadło mi w ręce kolejne romansidło, ale szybko okazało się, że romans tytułowej bohaterki - Lucy Crown - skończył się równie gwałtownie i nieoczekiwanie, jak się rozpoczął. Reszta historii to już tylko konsekwencje pochopnych i zupełnie dla mnie niezrozumiałych decyzji Lucy i jej męża. Potem lawinowo wszystko w "rodzinie" (bo nie wiem, czy można to jeszcze nazwać rodziną) Crownów ulega degradacji i zniszczeniu.
Akcja powieści rozgrywa się w latach 40 - tych XX - wieku w Stanach Zjednoczonych. Bohaterów poznajemy w roku 1937 w trakcie wypoczynku w położonym nad jeziorem domku, gdzie 13- letni syn Crownów odbywa rekonwalescencję po przebytej ciężkiej chorobie. Rodzina z pozoru wydaje się idealna, ale romans z dwudziestoletnim korepetytorem syna, w który wikła się Lucy, bezwzględnie obnaża liczne rysy, a nawet pęknięcia na "kryształowym" związku państwa Crownów. Wzajemne oskarżenia, skrywane frustracje i kompleksy, nieumiejętność przyjęcia na swoje barki konsekwencji własnych czynów, wreszcie chyba niedojrzałość emocjonalna, zwłaszcza głównej bohaterki, sprawiają, że życie tej rodziny legnie w gruzach. W nocie wydawcy przeczytać można, że "Następstwo tego kroku odczują wszyscy (...) Najboleśniej wszakże dotknie to samą Lucy..." Zupełnie się z tym nie zgadzam, gdyż moim zdaniem, najbardziej w tej całej plątaninie egoistycznych posunięć i decyzji Lucy i jej męża Oliviera, ucierpi niczemu niewinny 13 - letni chłopiec. I to jego w tej całej historii było mi najbardziej żal.

piątek, 13 stycznia 2012

"Cztery życia wierzby" Shan Sa

Wydawnictwo: Muza SA
Oprawa: miękka
Ilość stron: 175
Moja ocena: 4,5/6

     "Cztery życia wierzby" to moje pierwsze spotkanie z prozą Shan Sa. Pierwsze i na pewno nie ostatnie, gdyż w kolejce czeka już "Aleksander i Alestria" tejże autorki.
"Cztery życia wierzby" to cztery opowiadania, których akcja rozgrywa się w Chinach w czterech różnych czasach - począwszy od XV wieku, a skończywszy na współczesności. Opowiadania nie mają tytułów, oznaczone są rzymskimi cyframi. Łączy je ze sobą motyw wierzby, która w chińskiej tradycji jest symbolem śmierci, ale i odrodzenia, a więc wiąże się także z podstawową wiarą buddyzmu - wiarą w reinkarnację. Bohaterka II opowiadania usłyszy od swojej niani, starej Li, słowa, które na zawsze zmienią jej sposób postrzegania świata: "Budzimy się w nowym życiu, żeby wypełnić nowy los: psa, kota, mężczyzny, kobiety, biednego, bogatego, króla lub żebraka. Wszystko zależy od zasług w naszym poprzednim życiu"(s.57).
     Opowiadania Shan Se, choć tematycznie od siebie różne, razem tworzą spójną całość: obraz zmian jakie zaszły na przestrzeni stuleci w "wiecznych Chinach", zmian nie tylko w życiu codziennym, ale w mentalności i kulturze. Pokazują jednak również trwałość i wartość dziedzictwa, pewnych tradycji zakorzenionych w chińskim społeczeństwie od wieków. Zarówno świat Czong Yanga, żyjącego w XV stuleciu, XVII-wieczna rzeczywistość, w której żyje bliźniacze rodzeństwo Chunning i Chunyi,  czas rewolucji maoistycznej 1966 roku, którą przeżywa Wen, czy wreszcie krótki epizod z życia Ajing we współczesnym Pekinie - przesycone są obecnością symboli, znaków, duchów i metaforycznych zdarzeń, jednym słowem - magią. Przedstawione przez autorkę losy bohaterów to historie ludzkich pragnień i dążeń, namiętności i słabości, rywalizacji i pragnienia wolności, wreszcie umiejętności dokonywania życiowych wyborów oraz zdolności do małych i wielkich poświeceń. Na wpół rzeczywisty, a na poły baśniowy świat opowiadań z tomu "Cztery życia wierzby" potrafi uwieść czytelnika i równocześnie skłonić do refleksji nad tym, jakie wartości są naprawdę ważne bez względu na czas historyczny.

piątek, 6 stycznia 2012

"Oskar i pani Róża" Eric - Emmanuel Schmitt

Wydawnictwo: Znak
Oprawa: twarda
Ilość stron: 78
Moja ocena: 6/6

    Przeczytałam dziś tę pozycję po raz drugi i po raz drugi tak samo wzruszenie ścisnęło mi gardło. Obok tej książki nie można przejść obojętnie. Na zaledwie 78 stronach, w 13 listach skierowanych do Pana Boga, a napisanych przez dziesięcioletniego, chorego na białaczkę chłopca, jest tyle mądrości i prawdy o życiu i śmierci, Bogu i  wierze, ile nie zawierają być może żadne opasłe, poświęcone tym zagadnieniom filozoficzne dzieła.
   "Oskar i pani Róża" to książka , który uczy nas radości z życia, pokory wobec śmierci, uczy nas szeroko pojętej wiary, nie tylko w Boga, ale w samych siebie, w naszą ludzką wartość i wyjątkowość, a także wiary w innych ludzi i szacunku dla nich. Uczy nas tego, jak bardzo jesteśmy sobie nawzajem potrzebni, zarówno w codziennym życiu, jak i  w obliczu choroby oraz nieuniknionej dla nikogo śmierci. To piękna lektura pozostawiająca ślad chyba w sercu wszystkich, którzy  ją przeczytali, skłaniająca do refleksji i dostarczająca wzruszeń. Obowiązkowa pozycja dla każdego!

"Kobieta, która czekała" Andrei Makine

Wydawnictwo: Muza SA
Oprawa: miękka
Ilość stron: 165
Moja ocena: 5,5/6

"Kobieta, która czekała" to moje pierwsze spotkanie z prozą tego autora. Pierwsze, ale czuję, że nie ostatnie. Ta niewielka objętościowo, ale jakże bogata w treść i napisana pięknym, obrazowym, literackim językiem, opowieść, zapadnie mi w pamięć ... i w serce.
Akcja powieści rozgrywa się w latach 70-tych, kiedy to Związek Radziecki znajduje się pod silnym wpływem reżimu komunistycznego. Narrator, a zarazem główny bohater utworu, to 26 - letni leningradzki intelektualista, dysydent, który wyjeżdża do na wpół wymarłej, ukrytej wśród lasów wioski Mirnoje w okolicach Archangielska. Celem wyprawy jest opisanie tamtejszych zwyczajów ludowych. Dotarłszy na miejsce, bohater pozna Wierę, która nada całkowicie inny sens jego pobytowi w syberyjskiej wiosce.
   Wiera bowiem okaże się niezwyczajną kobietą. To kobieta, która niczym wierna Penelopa, czeka na swojego ukochanego od 30 lat, od momentu, kiedy w ostatnim roku wojny jako osiemnastoletni chłopiec, został powołany do wojska. Ona miała wtedy lat 16, kochała zapewne swoją pierwszą, wielką miłością i złożyła sobie przysięgę, w której wypełnieniu trwa przez 30 długich lat . Obecnie Wiera pracuje jako nauczycielka w pobliskiej wsi, a cały swój wolny czas poświęca na opiekowanie się staruszkami, które, podobnie jak ona, straciły swoich bliskich w czasie wojny. W Mirnoje bowiem czas dla wielu ludzi zatrzymał się w momencie, gdy zakończyła się wojna, a wraz z jej końcem umarła nadzieja na odzyskanie ukochanych osób. Dla Wiery ta nadzieja, wbrew jej absurdalności, jest ciągle żywa. To dlatego ława w izbie jej domu ustawiona jest tak, by spoglądając przez okno, mogła widzieć rozstaje dróg.
   Od momentu pierwszego ujrzenia kobiety nad brzegiem jeziora, zaprzątnie ona całkowicie myśli bohatera, stanie się obiektem jego pożądania - nie tylko fizycznego, ale także, rzec można intelektualnego i uczuciowego. Młody pisarz będzie chciał za wszelką cenę zrozumieć Wierę, pojąc motywy, które kierowały nią w ciągu ostatnich 30, jego zdaniem "zmarnowanych", lat jej życia. Będzie chciał przeniknąć myśli i uczucia kobiety, która dla wszystkich wokół stanowi nieodgadnioną tajemnicę. Do czego doprowadzi bohatera ta obsesja, która nie pozwala mu wrócić do Leningradu i jakie skutki będzie ona miała dla Wiery? Czy "leningradzki intelektualista" zdoła udźwignąć ciężar tajemnicy wierności i zrozumieć sedno kobiecej natury?
   Powieść Makine'a można chyba określić mianem psychologicznej. To także analiza  społeczeństwa radzieckiego, z jednej strony zamkniętego kleszczami komunistycznego reżimu, przeciwko któremu buntują się miejscy intelektualiści, z drugiej zaś strony żyjącego jeszcze w wielu odległych miejscach tego ogromnego kraju, w cieniu dawno zakończonej wojny. Język, jak już wspomniałam na początku, mistrzowski, zarówno jeśli chodzi o klimatyczne opisy miejsc, jak i odczuć i refleksji bohatera - narratora. Polecam gorąco tę pozycję!

czwartek, 5 stycznia 2012

"Esperanza i jej święci" Maria Amparo Escandon

Wydawnictwo: Muza SA
Oprawa: miękka
Ilość stron: 304
Moja ocena: 5,5/6


   12 - letnia córeczka wdowy, Esperanzy Diaz z małego meksykańskiego miasteczka Tlacotaplan, trafia do szpitala na operację migdałków. Zabieg jest nieskomplikowany i dziewczynka szybko powraca do zdrowia. W dniu, gdy Esperanza ma odebrać Blankę ze szpitala, okazuje się, że dziecko nie żyje. Tajemniczy wirus zabił dziewczynkę, a lekarze nie pozwalają Esperanzy zobaczyć ciała ze względu na ryzyko zarażenia śmiertelnym wirusem. Pogrążona w rozpaczy kobieta podczas stypy po pogrzebie córki doznaje objawienia. Na brudnej, zatłuszczonej szybie kuchennego piekarnika pojawia się postać San Judasa Tadeo. Święty przekazuje zbolałej matce informację, że Blanquita nie umarła i nakazuje jej szukać dziewczynki. To wydarzenie odmieni całkowicie poukładane i spokojne życie wdowy. Esperanza wyruszy bowiem w pełną przygód i niebezpieczeństw wyprawę, aby odnaleźć córkę, która w jej mniemaniu została porwana i sprzedana do domu publicznego. Bronią Esperanzy przeciwko złu świata będzie karton wypełniony santitos, czyli świętymi, zabranymi przez kobietę ku pomocy. Czy Esperanza odnajdzie swoją małą Blanquitę? Jak podróż po burdelach Meksyku i Los Angeles oraz barwna galeria napotkanych po drodze postaci, odmieni jej los i ją samą?
   Książka Marii Amparo Escandon to pełna magii, ciepła i sporej dawki humoru opowieść o sile matczynej miłości, wiary i nadziei. A także o tym, że wiemy o sobie tyle tylko, na ile nas sprawdzono, a podróż, jaką jest całe nasze życie, to nieustanne odkrywanie nie tylko świata, ale i samych siebie. Jaki w tym udział świętych? Ogromny, bo "przecież czasami święci potrafią zgotować komuś piekło tylko po to, żeby ten ktoś potrafił wreszcie docenić niebo!"/s.278/. Gorąco polecam!