środa, 8 lutego 2012

"Los Montes" Bertrand Godbille

Wydawnictwo: Muza SA
Oprawa: miękka
Ilość stron: 118
Moja ocena: 5/6

   Powieść francuskiego pisarza Bertranda Godbille'a to zamknięta w krótką, zaledwie 118 stronicową, formę, głęboka prawda o ludzkich uczuciach, namiętnościach, słabościach, sumieniu, winie i karze.
Głównym bohaterem i narratorem jest Francois Montfort, paryżanin, który w momencie, gdy go poznajemy, ma zaledwie 12 lat. Jest rok 1946 i chłopiec płynie wraz z matką na statku "Europa" do Chile, gdzie oboje mają rozpocząć nowe życie. Ojciec Francoisa zginął pod Dunkierką w roku 1940. W chilijskim porcie oczekuje na nich Franz - Niemiec, w którego hacjendzie Los Montes matka i syn mają zamieszkać. Francois, choć początkowo do końca nieświadom relacji, jaka łączy Niemca z jego elegancka i piękną matką, od samego początku ma poczucie odtrącenia, utraty wyłączności na matczyną miłość, wreszcie zazdrości. Godzi się na wyjazd do szkoły z internetem i chłodem karze matkę za to , że musi się nią dzielić z obcym mężczyzną. W szkole San Marco poznaje kolegów z różnych stron świata, odkrywa mechanizmy wojny, o których nie miał do tej pory pojęcia, pojmuje fakt, że jego ojciec zginął z rąk niemieckich żołnierzy. Podczas wakacyjnego pobytu w Los Montes przez przypadek dowiaduje się o prawdziwej tożsamości Franza i jest świadkiem erotycznego, niezbyt subtelnego zbliżenia Niemca i jego ukochanej matki. Wszystko to nie pozostaje bez wpływu na psychikę chłopca. Francois pod wpływem chwili podejmuje decyzję, która odmieni bieg zdarzeń i los jego samego oraz bliskich mu ludzi.  
   Powieść Godbille'a czyta się jednym tchem, nie tylko ze względu na jej objętość, ale przede wszystkim na pełną psychologicznej prawdy, pozbawioną patosu narrację, wartką i szybko toczącą się akcję bez zbędnych opisów i oprawy. Dzięki temu historia Francoisa wydaje się wiarygodna i prawdziwa w swojej prostocie. A kończy ją refleksja, której fragment pozwolę sobie zacytować, gdyż jest ona świetnym podsumowaniem opowiedzianych wydarzeń, a zarazem jest uniwersalna i nie zdradza finału opowieści Godbille'a: "Nic nie wiemy o ludziach. Dzielimy z nimi zwyczajne chwile, ale nigdy nie mamy dostępu do głębi ich serc, na stacjach rozrządowych sumień, tam gdzie zawiązują się węzły losu, pośród zwrotnic spotkań i miłości, rozstań i nienawiści. Wszyscy żyjemy równolegle, lecz każdy oddzielnie, a z naszego życia i tak ostatecznie pozostają jedynie oficjalne daty w rejestrach stanu cywilnego, te niewymazywalne ślady." Gorąco polecam lekturę całości!

1 komentarz:

  1. Podoba mi się fabuła tej opowieści. Jak będę miała sposobność, chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń