wtorek, 31 lipca 2012

"Sekretny język kwiatów" Vanessa Diffenbaugh

Wydawnictwo: Świat Książki
Oprawa: miękka
Ilość stron: 400
Moja ocena: 5,5/6

Piękna okładka i pięknie opowiedziane przez Vanessę Diffenbaugh historia. Jednak nie słodka i cukierkowa lecz pełna prawdy o ludzkiej samotności, odrzuceniu, wpływie traumatycznych przeżyć z dzieciństwa na nasze dorosłe życie, na umiejętność budowania relacji z innymi ludźmi. Główną bohaterką powieści jest Victoria, którą poznajemy w momencie, gdy osiąga pełnoletność. w związku z tym musi opuścić sierociniec i rozpocząć dorosłe życie na własną rękę. Nie jest to łatwe dla dziewczyny zadanie, tym bardziej, że całe jej dotychczasowe życie upłynęło na tułaczce pomiędzy rodzinami zastępczymi i sierocińcami. Zbuntowana, agresywna, aspołeczna - taka opinia przylgnęła do zagubionej, przez nikogo nie kochanej dziewczynki, co spowodowało, że nigdzie nie zagrzała miejsca na dłużej. Aż do momentu, gdy Meredith, jej opiekunka społeczna, zawiozła ja do kolejnego domu zastępczego - do niejakiej Elizabeth. Tutaj dziewczynka po raz pierwszy czuje się bezpieczna, obdarzona zainteresowaniem Elizabeth, otoczona jej troską. Dzięki swojej nowej opiekunce poznaje sekretny język kwiatów, który od tej pory będzie jej służył do wyrażania uczuć, jakich nie jest zdolna okazywać w inny sposób. Wreszcie w życiu Victorii pojawia się szansa na miłość, akceptację, dom... Dlaczego więc Victoria w dniu 18 urodzin opuszcza sierociniec? Co sprawiło, że losy dziewczynki znów uległy komplikacji? I jak potoczy się jej życie, gdy postawi pierwsze samodzielne kroki w dorosłe życie? Jakie znaczenie odegrają w nim kwiaty i postać Granta, który podobnie jak Victoria, potrafi posługiwać się sekretnym językiem roślin?
Powieść Vanessy Diffenbaugh czyta się jednym tchem. Historia snuje snuje się w dwóch płaszczyznach czasowych. Śledzimy poczynania bohaterki po opuszczeniu przez nią sierocińca, ale mamy również retrospektywny wgląd w jej przeszłość, zwłaszcza w kluczowy dla jej życia moment pobytu w domu Elizabeth. Niełatwe losy bohaterki zaskakują i skłaniają do głębokich refleksji o ludzkim życiu, samotności, macierzyństwie, trudnych wyborach i konsekwencjach popełnianych błędów. Przeciwwagą jest urzekająca, magiczna moc kwiatów, którą Victoria potrafi wykorzystać nie tylko do wyrażania uczuć, ale też do wpływania na losy tych, których obdarowuje swoimi niezwykłymi bukietami.  Gorąco polecam tę pozycję!

wtorek, 24 lipca 2012

"Podarunek" Cecelia Ahern

Wydawnictwo: Świat Książki
Oprawa: miękka
Ilość stron: 315
Moja ocena: 6/6

Powieść Cecelii Ahern przeczytałam jednym tchem. Będąc świeżo po lekturze, mogę określić ją mianem urzekającej, nieco smutnej, bardzo refleksyjnej i mądrej. W tej, na poły baśniowej opowieści, autorka zawarła całą prawdę o wielu z nas, naszym życiu, nieumiejętności wykorzystywania tego, co daje nam los, odróżniania tego, co najważniejsze od spraw o wiele mniej istotne.
Opowiedziana przez autorkę historia rozgrywa się we współczesnym Dublinie. Lou Suffern ma wszystko: piękną, mądrą i wyrozumiałą żonę, dwójkę ślicznych dzieci, imponujący dom w miejscu, o którym zawsze marzył, luksusowy samochód, świetną pracę, ubrania od najlepszych projektantów i markowe gadżety. Prężnym krokiem pnie się po szczeblach kariery. Nie ma tylko jednego: czasu, by cieszyć się tym wszystkim a zwłaszcza bliskością rodziny, z którą widuje się tylko późnymi wieczorami. Pewnego zimnego dnia, kierując się jakimś nieokreślonym uczuciem, przystaje obok bezdomnego, którego mija codziennie w drodze do pracy,  oddaje mu swój kubek z gorącą kawą i zaczynają pogawędkę. Tak Lou poznaje Gabe'a. Odtąd  życie zabieganego pracoholika  zacznie ulegać przemianom. Za kubek ciepłej kawy Gabe odwdzięczy się bowiem niezwykłym podarunkiem... Kim jest tajemniczy bezdomny i jaki wpływ wywrze na życie Lou i jego rodziny ?
Powieść Cecelii Ahern to subtelnie i sugestywnie wyłożona lekcja, w której "można znaleźć wspólny mianownik, łączący nasz wszystkich, niczym łańcuch" (s.315). Gorąco polecam tę pozycję wszystkim, nie tylko tym, którzy, jak główny bohater, zapomnieli, co w życiu jest najważniejsze!

poniedziałek, 23 lipca 2012

"Ostatnie fado" Iwona Słabuszewska - Krauze

Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Oprawa: miękka
Ilość stron: 317
Moja ocena: 4,5/6

Powieść Iwony Słabuszewskiej - Krauze została napisana z wnikliwością i zmysłem obserwacji godnym dziennikarki i socjologa, ale też z dużą dozą uczuć i ciekawych refleksji. Główna bohaterka, Alicja, to kobieta samotna, niezależna i samowystarczalna. Mieszka i pracuje w Dublinie, ale co jakiś czas przyjeżdża do kraju w odwiedziny do swoich bliskich. Podczas jednej z wizyt u wuja Dominika, podróżnika i niebieskiego ptaka, znajduje w skrzyni z jego pamiątkami miłosny list od tajemniczej Rosy. Wuj nie chce wyjawić  szczegółów związanych z korespondencją, ale widocznie list Rosy porusza w jego duszy jakaś czułą strunę, gdyż przed wyjazdem wręcza Alicji list zaadresowany do owej Rosy, z prośbą by wysłała go z Dublina. Zaintrygowana prośbą wuja i tajemnicą, którą przed nią skrywa, Alicja postanawia pojechać do Lizbony, odnaleźć Rosę i osobiście wręczyć jej list. Podróż do serca Portugalii staje się dla niej okazją do poznania sekretu wuja, magicznej mocy fado, niezwykłej postaci Fernando Pessoa oraz samej siebie, swoich skrywanych pragnień i uczuć. 
Powieść pani Słabuszewskiej - Krauze czyta się bardzo przyjemnie, opisy Lizbony urzekają, historia związana z Rosą Moreto intryguje. Zamysł ciekawy, realizacja również, ale czytając "Ostatnie fado" miałam wrażenie, że ogólna koncepcja opowieści jest jakby niespójna. Historia Alicji przeplatana jest historiami mieszkańców Lizbony - Pedra, Antonia, Joany - co miało służyć chyba jedynie urozmaiceniu fabuły. Ponadto teraźniejszość przeplatana jest historią poety, wspomnianego już Fernando Pessoa, który żył i tworzył na początku XX wieku. Jego postać wiąże się z postacią głównej bohaterki poprzez fakt, iż kupuje ona, napisany przez Pessoę przewodnik po Lizbonie z początku wieku i sugerując się opisami poety z początku wieku, zwiedza miasto. Ponadto po zakończeniu lektury pozostają pytania bez odpowiedzi: co stało się z Dominikiem, jak potoczyły się losy Rosy Moreto, co wreszcie zawierał motyw przewodni tej historii - list ? Być może zamysłem autorki było właśnie postawienie przed czytelnikiem pytań, na które nie miał znaleźć odpowiedzi, ale we mnie pozostawiło to uczucie niedosytu i zawodu, gdyż pytania te, według mnie, dotyczyły kluczowych dla fabuły treści.

niedziela, 15 lipca 2012

"Lilka" Małgorzata Kalicińska

Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
Oprawa: miękka
Ilość stron: 520
Moja ocena: 4/6

O ile trylogię Kalicińskiej o losach mieszkanek domu nad rozlewiskiem przeczytałam jednym tchem i mimo licznych niepochlebnych opinii, uważam ją za lekturę urzekającą, wyzwalająca w czytelniku pozytywne emocje, o tyle "Lilka" pozostawiła we mnie pewien, ze tak to nazwę "niesmak". Czytało się ją również bardzo lekko, co jest zasługą prostoty języka pani Kalicińskiej oraz konstrukcji bohaterów, którzy przez swoją zwyczajność stają się od pierwszych kart powieści, bliscy i niejako "swojscy'. Fabuła pochłania i sprawia, że chce się jak najszybciej poznać dalsze losy bohaterów. Skąd więc ów "niesmak"? Chyba  głównie  z  nagromadzenia  nieszczęść,  których  jak   dla mnie, w   jednej   historii  było   aż   nadto.   Gwałty,   choroby,   niejedna
śmierć, zdrada, utrata męża i poniekąd syna -  samo życie, a jednak po zakończeniu lektury czułam przygnębienie, smutek i jakiś nieokreślony niepokój. Niby główna bohaterka powieści jakoś stawia czoło wszystkim nieszczęściom, które spotykają ją i jej bliskich, a ostatnie jej słowa tchną optymizmem, jednak dla mnie owych czarnych chwil było zbyt wiele. Miałam wrażenie jakby autorka napisała tę powieść w odpowiedzi na zarzuty o sielankowość cyklu znad rozlewiska. Jakby chciała za wszelką cenę udowodnić, że potrafi  pisać również o ludzkim nieszczęściu, i jakby przebrała w tym udowadnianiu miarę.

środa, 4 lipca 2012

"Smutny to oręż, co nie broni się słowem" Marina Mayoral

Wydawnictwo: MUZA SA
Oprawa: miękka
Ilość stron: 132
Moja ocena: 4/6

Książka Mariny Mayoral  to opowieść o losach hiszpańskiej rodziny rozdzielonej przez wojnę domową. Carmina i Miguel, walczący w szeregach republikanów, oddają swoje dwie córeczki - dwunastoletnią Harmonię oraz sześcioletnią Rosę - do domu sierot. Stamtąd dziewczynki zostają wysłane, wraz z innymi dziećmi z sierocińca, do Rosji, co ma zapewnić im bezpieczeństwo i przetrwanie zawirowań wojennych.  Co stanie się z dwiema małymi dziewczynkami, rzuconymi przez los z dala od najbliższych oraz rodzinnego domu? Czy rodzinie wraz z końcem wojny domowej uda się połączyć i wieść szczęśliwe życie?
Historia Mariny Mayoral, opowiedziana na zaledwie stu trzydziestu stronicach, bez wątpienia zaciekawia i wzrusza. Skłania też do refleksji na temat wojny i wyborów dokonywanych przez ludzi. Co powinno być ważniejsze - ideały czy rodzina, poglądy polityczne, czy najważniejsza w życiu rola - rodzica? Książkę czyta się bardzo szybko, nie tylko ze względu na jej objętość, ale też przez wzgląd na prosty język i brak rozległych opisów. Dostajemy nakreślony, jak gdyby naprędce, zarys dramatycznych losów czwórki ludzi, okraszony tylko krótkimi, aczkolwiek sugestywnymi opisami przeżyć. I to, w moim przypadku, sprawiło, iż po skończonej lekturze, miałam uczucie niedosytu. Ale to tylko moje subiektywne odczucie. Być może dla niektórych zamknięcie tej historii w tak krótkiej formie, będzie jej atutem. 

wtorek, 3 lipca 2012

"Dom Kalifa. Rok w Casablance" Tahir Shah

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Oprawa: miękka
Ilość stron: 461
Moja ocena: 6/6

     Dziesięć minut temu skończyłam czytać "Dom Kalifa" i jestem pod wielkim wrażeniem. Nie bez powodu powieść ta została uznana za "Time Magazin" za jedną z najlepszych książek roku. Historia, oparta na autentycznych przeżyciach autora, Tahira Shaha, pochłonęła mnie całkowicie. Shah, angielski pisarz, reżyser i podróżnik, urodzony w afgańsko - angielskiej rodzinie, postanowił przeprowadzić się wraz z żoną i dwójką dzieci do Maroka. W swojej powieści opisuje rok w Casablance, gdzie kupił niezwykły dom z duszą zwany "Domem Kalifa". Postanawia przeprowadzić gruntowny remont pięknej posiadłości, położonej w samym sercu bidonville, czyli dzielnicy slumsów. Tahir chce  przywrócić domowi dawną świetność, a swoim najbliższym stworzyć miejsce, w którym każdy z nich będzie mógł żyć swobodny, wolny od "wiktoriańskich zasad", którymi spętana była jego rodzina, żyjąc w małym londyńskim mieszkaniu. Thair kupuje dom z trzema dozorcami, którzy pracowali tu niegdyś. Uświadamiają mu oni już od pierwszego momentu, że nabywając Dom Kalifa, podjął się niełatwego zadania. Dlaczego? Gdyż dom zamieszkują dżinny, a wśród nich wiedzie prym dżinn żeński - niejaka Kadisza.Okazuje się, że odtąd życie Tahira i jego rodziny podporządkowane będzie całkowicie dżinnom, a raczej Marokańczykom, którzy bez cienia wątpliwości w nie wierzą. Zderzenie dwóch odmiennych kultur, dwóch światów, całkowicie różnych mentalności, będzie źródłem wielu nieporozumień i kłopotów nowych właścicieli Domu Kalifa. Czy uda im się je pokonać? Jak odnajdą się w nowej, całkowicie odmiennej dla nich, rzeczywistości?
      Wraz z autorem odbędziemy fascynującą wędrówkę w świat kultury całkowicie różnej od europejskiej , poznamy wierzenia, przesądy, zwyczaje Marokańczyków. Przed naszymi oczyma przewinie się plejada nietuzinkowych postaci. A wszystko to opowiedziane w niezwykle barwny i nie pozbawiony humoru sposób.  "Dom Kalifa" to nie tylko egzotyka, to także tchnąca optymizmem historia ludzi, którzy nie boją się spełniać swoich marzeń i walczyć o nie. Autor tak oto podsumowuje pierwszy, bardzo trudny rok pobytu w nowym kraju: " To była twarda lekcja, ale doszedłem do wniosku, że życie pozbawione twardych lekcji w ogóle nie jest życiem. "
     A oto malutki fragmencik, aby zapoznać się z głównymi sprawcami całego zamieszania: "Muzułmanie wierzą, że kiedy Bóg stworzył ludzi z gliny, z ognia stworzył także inne istoty - dżinny, które żyją na ziemi w różnych wcieleniach. Rodzą się, żenią, mają dzieci i umierają tak samo jak my. Na ogół są dla nas niewidzialne, ale mogą przybierać dowolne kształty i zazwyczaj pojawiają się po zmierzchu pod postacią kotów, psów bądź skorpionów. Istnieją dobre dżinny, ale większość z nich to duchy złośliwe. Najbardziej lubią zadawać komuś cierpienie w odwecie za wyimaginowane krzywdy i niewygody, jakich doznają od ludzi" (s.25)
Gorąco polecam !!!

poniedziałek, 2 lipca 2012

"Lily" Suzanne Strempek Shea

Wydawnictwo: ZYSK i S-KA
Oprawa: miękka
Ilość stron: 240
Moja ocena: 4/6

     "Lily" to moje pierwsze spotkanie z prozą Suzanne Strempek Shea. I muszę przyznać, że spotkanie dosyć przyjemne, gdyż książka emanuje ciepłem i optymizmem. Główna bohaterka, Lily Wilk, w dniu swoich 10 urodzin otrzymuje pudełko z zestawem do rysowania oraz instrukcją, opatrzoną tekstem: "Narysuj linię. Narysuj koło. Narysuj kwadrat. Nasze gratulacje. Teraz jesteś artystką". I rzeczywiście Lily zostaje artystką. Pewnego dnia otrzymuje zlecenie od najbogatszej kobiety w mieście - Mary Ziemby. Ma namalować rodzinę bogaczki ze zdjęć, które Mary jej udostępnia. Lily pokłada w tym obrazie wielkie nadzieje - na poprawę swojej kondycji finansowej, zyskanie rozgłosu, poważniejsze zlecenia niż malowanie hydrantów czy szyb wystawowych. Kiedy obraz jest już właściwie skończony, sytuacja nieoczekiwanie komplikuje się. Dzięki pracy przy obrazie i temu, co wydarzy się po jego ukończeniu, Lily odkrywa ważną prawdę o sobie, o rodzinie, roli innych ludzi w naszym życiu. 
     "Lily"  to  powieść  pełna sentymentów, refleksji,  wspomnień,  z  pierwszoosobową   narracją,   delikatna i pełna ciepła. Nie znajdziemy tu gwałtownych zwrotów akcji ani porywającej fabuły. Znajdziemy za to odwołania do polskich korzeni bohaterki oraz innych postaci, noszących polsko brzmiące nazwiska. To powieść obyczajowa z gatunku takich, które skłaniają do zadumy nad własnym życiem.